Mam dużo ciekawych zajęć, więc jeśli będę się wyrabiać raz na tydzień, to i tak będzie świetnie. Nie obiecuję ani stałej pory, ani liczby, ani w ogóle nic nie obiecuję. Skargi i zażalenia proszę kierować na /dev/null
1. Nick za 50 tysięcy dolarów
Naoki Hiroshima jest developerem. Takim z pierwszej ligi. W dodatku jest z tych, którzy za darmo testują usługi i serwisy innych developerów – co między innymi było powodem dla którego jego nick na Twitterze był nie-do-wyrąbania. @N. Jeden znak, inicjał imienia, po prostu maks. Problem polega na tym, że ktoś wciąż próbował mu tego nicka ukraść. Długo się nie udawało. Po czym w końcu ktoś zaszantażował Naoki odebraniem całego jego cyfrowego życia.
Jednym z błędów Naoki – co teraz już wie – było udostępnienie numerów kart kredytowych podmiotom, którym zaufał. Innym – ich idiotyczna polityka bezpieczeństwa. Zapewne znacie absurdalne wymagania waszych banków co do haseł. Wiecie, że kompletnie nie mają one sensu?
50 tysięcy, które oferowano niegdyś Naokiemu za jego nicka (na jego miejscu wkurzyłbym się, bo nie mieć nicka, a nie mieć nicka i 50 tysięcy dolców robi pewną różnicę) nie kupiłoby mu apartamentu na Bishops Avenue w Londynie. Mimo, że stoją puste. Ach, nie kupiłoby, bo są warte 350 milionów. Funtów.
Naoki może sobie pluć w twarz, popelnił zbyt dużo błędów. Udało się ich uniknąć (choć było blisko) Joshowi Bryantowi, @jb, którego nick wyceniany jest na pół bańki dolarów.
Choć trzeba patrzeć optymistycznie nawet na najgorsze wydarzenia.
2. Gaz, atom, postęp
Będziemy mieć elektrownię atomową i tani prąd. Jak już się dobierzemy do gazu łupkowego, to będziemy mieć tani gaz. Wygląda jednak na to, że każdy, kto uwierzył premierowi Piechocińskiemu, że oznacza to tanią energię może wracać do zabawy z kalkulatorem. Prąd z elektrowni atomowej jest droższy od konwencjonalnego. A łupki? Łupki przerażają nawet tych, którzy mieszkają setki kilometrów od złóż.
3. Robinson
16 miesięcy – tyle trwało, zanim nieznany jeszcze z nazwiska mężczyzna dotarł w swojej maleńkiej szalupie na równie mały atol wsyp Marshalla. Przez prawie półtora roku zdany był na prądy, wiatr i łapanie żółwi, ryb i ptaków.
Perspektywa zostania rozbitkiem jest dość przerażająca (w całej swej pociągającej, fascynującej przeraż… byciu przerażającą). Byłem jednak kiedyś na okręcie podwodnym i prawdę mówiąc wydaje mi się, że na okręcie podwodnym jest bardziej przerażająco a mniej fascynująco.
4. The Big Game
Superbowl interesuje nas jak zeszłoroczne żniwa, to prawda. Ale nawet w Stanach coraz mniej ludzi interesuje się finałem rozgrywek futbolu amerykańskiego. Za to podczas Superbowl wszyscy oglądają reklamy. A jeśli nie oglądają, to i tak się reklamie nie wymkną.
A co to w ogóle ten Superbowl?- To wersja light. Dłuższa lektura o Superbowl do znalezienia w Slate.
5. Clown zbiera manatki
Pamiętacie jeszcze Groupona? Kiedyś modne były zakupy grupowe, powodujące że dentyści mieli kolejkę na 10 lat do przodu i natychmiast bankrutowali. Jedną z zabawnych cech Groupona (umiarkowanie umiejętnie rozwijaną na innych rynkach) były opisy ofert – niektóre tylko zabawne, niektóre koszmarne, niektóre boki zrywać. Ogromna większość z nich stworzył jeden facet: Daniel Kibblesmith, który właśnie przestał pracować dla Groupona.
6. Media to obłęd.
Patch, sieć lokalnych serwisów informacyjnych, został sprzedany przez AOL firmie Hale Global. Wydawałoby się, że to świetny deal – zlokalizowany content dla kilkudziesięciu miast, możliwość dojścia z reklamą i ofertą prawie do konkretnego kwadratu ulic, w połączeniu z geolokalizacją i mobilnymi technologiami Patch powinien, jak to mawia się w branży, “żreć”. Zanim jednak transakcja została publicznie ogłoszona, telefony reporterów Patcha rozdzwoniły się a oni usłyszeli nagranie kończące się słowami: “nie odgrywasz już roli w Patchu i twoje stanowisko zostało z dniem dzisiejszym zlikwidowane. Dziękujemy i powodzenia”. Zredukowano ⅔ stanu osobowego, czyli parę setek ludzi.
Najwyraźniej ci w Hale Global nie czytają Wall Street Journal, który donosi o tym, że w internecie co chwila powstają nowe media informacyjne i usiłują zarobić jakieś dolary. Tutaj można się dowiedzieć, jak to zrobić.
Tymczasem cwani pracownicy Facebooka też nie mają lekko.
#pro_tip: jeśli tak jak ja uwielbiacie kawę, poruszając się następnym razem po Londynie, użyjcie tej mapy. Zgadzam się przynajmniej z pięcioma stacjami.
#niewiemcopowiedzieć: OK, dać się pochować z ukochanym motocyklem – niech będzie. Ale o co chodzi z tą trumną?