Kategorie
Stan świata

Drobne irytacje prosto ze Spaceport America

Do szuflady „wkurza mnie” dorzucam kolejną fiszkę. Początek jest optymistyczny: bardzo się cieszę, że ktoś w Agorze zauważył serię ciekawych zdjęć z okolic miejscowości Truth or Consequences, NM, USA – 50 kilometrów od niej zlokalizowany jest Spaceport America, czyli kosmodrom Bransona.

Irytacja zaczyna się chwilę dalej. Zdjęcia są z serwisu Reutersa. W oryginale odnajdziemy jednak kawał tekstu autorstwa fotografki, Lucy Nicholson, którego już nikomu w Agorze przeczytać się nie chciało. Trochę dziwi mnie, że The Atlantic czy The National potrafiły pokazać zdjęcia tego samego dnia (i opatrzyć własnym komentarzem, wynikającym z przeczytania bloga Nicholson), no ale u nas internet taki wolny, bajty takie spokojne. Researchu w Agorze nie wykonano, więc można było dać optymistyczny podpis „Inauguracyjny lot planowany jest jeszcze w tym roku”. Gdyby ktoś interesował się tematem, wiedziałby że w 2011 roku też był planowany „w tym roku”. To znaczy „w tamtym, 2011”. Ale w tym celu trzeba zrobić research.

Być może w trakcie takowego ktoś trafiłby, przypadkiem zupełnie, na jeden z najlepszych tekstów reportażowych Buzzfeeda, „Failure to launch” Joshuy Wheelera. I wtedy okazałoby się, że Spaceport America to nie gotowa do eksploracji kosmosu megainwestycja, a drenująca publiczne fundusze najbiedniejszego stanu USA zabawka o znikomej póki co przydatności do lotów orbitalnych. I zdjęcia mogłyby mieć zupełnie inne podpisy – może nawet takie, które nie są rodem z PR Virgin Atlantic, tylko bliższe prawdy?

Dlaczego mnie to irytuje? Z prostej przyczyny: wyobraźcie sobie, że dokładnie tak samo po łebkach i bez głębszego zastanowienia ktoś relacjonuje sytuację polskiej służby zdrowia. Tak samo robi materiał o budowie autostrad i związanych z nimi przetargach. Pomyślcie, że czytacie w prasie bezrefleksyjnie wydawane osądy kogoś, kto pierwszy raz styka się z tematem. Czy to sytuacja na Ukrainie, czy artykuł o znanym brytyjskim dziennikarzu motoryzacyjnym z „tygodnika opinii”. Wikipedia powinna się cieszyć – sądząc po niektórych tekstach, jest opiniotwórczym medium drukowanym.

W trakcie mojej prasówki utrzymuję jeden zwyczaj – czytam do momentu, w którym zobaczę pierwszą pomyłkę. Jeśli ja potrafię ją znaleźć, artykuł jest na pewno niewiarygodny (no dobra, ten z Clarksonem z „Wprost” przeczytałem w całości po to, żeby zobaczyć do jakiego stopnia źródłem inspiracji był mój własny tekst o Clarksonie sprzed trzech lat. Trochę potem płakałem ze wzruszenia). Dzięki temu zwyczajowi rozwijam angielski z niemieckim – tam przeważnie jestem w stanie przeczytać tekst do końca (choć i tak trzeba sortować źródła).

P.s.: zwróciłem uwagę na te foty na sajcie Wyborczej tylko dlatego, ze szlag mnie trafił na widok tytułu pierwszego slajdu w Dużym Kadrze. Po polsku stan Nowy Meksyk nazywa się „Nowy Meksyk”.

 

Spaceport America Sunset
Image via: http://spaceportamerica.com/wp-content/uploads/2014/01/Sunset-at-Spaceport_crop.jpg
Kategorie
Stan świata

Stan świata: rzadziej czyli lepiej

Mam dużo ciekawych zajęć, więc jeśli będę się wyrabiać raz na tydzień, to i tak będzie świetnie. Nie obiecuję ani stałej pory, ani liczby, ani w ogóle nic nie obiecuję. Skargi i zażalenia proszę kierować na /dev/null

1. Nick za 50 tysięcy dolarów

Naoki Hiroshima jest developerem. Takim z pierwszej ligi. W dodatku jest z tych, którzy za darmo testują usługi i serwisy innych developerów – co między innymi było powodem dla którego jego nick na Twitterze był nie-do-wyrąbania. @N. Jeden znak, inicjał imienia, po prostu maks. Problem polega na tym, że ktoś wciąż próbował mu tego nicka ukraść. Długo się nie udawało. Po czym w końcu ktoś zaszantażował Naoki odebraniem całego jego cyfrowego życia.

Jednym z błędów Naoki – co teraz już wie – było udostępnienie numerów kart kredytowych podmiotom, którym zaufał. Innym – ich idiotyczna polityka bezpieczeństwa. Zapewne znacie absurdalne wymagania waszych banków co do haseł. Wiecie, że kompletnie nie mają one sensu?

50 tysięcy, które oferowano niegdyś Naokiemu za jego nicka (na jego miejscu wkurzyłbym się, bo nie mieć nicka, a nie mieć nicka i 50 tysięcy dolców robi pewną różnicę) nie kupiłoby mu apartamentu na Bishops Avenue w Londynie. Mimo, że stoją puste. Ach, nie kupiłoby, bo są warte 350 milionów. Funtów.

Naoki może sobie pluć w twarz, popelnił zbyt dużo błędów. Udało się ich uniknąć (choć było blisko) Joshowi Bryantowi, @jb, którego nick wyceniany jest na pół bańki dolarów.

Choć trzeba patrzeć optymistycznie nawet na najgorsze wydarzenia.

2. Gaz, atom, postęp

Będziemy mieć elektrownię atomową i tani prąd. Jak już się dobierzemy do gazu łupkowego, to będziemy mieć tani gaz. Wygląda jednak na to, że każdy, kto uwierzył premierowi Piechocińskiemu, że oznacza to tanią energię może wracać do zabawy z kalkulatorem. Prąd z elektrowni atomowej jest droższy od konwencjonalnego. A łupki? Łupki przerażają nawet tych, którzy mieszkają setki kilometrów od złóż.

3. Robinson

16 miesięcy – tyle trwało, zanim nieznany jeszcze z nazwiska mężczyzna dotarł w swojej maleńkiej szalupie na równie mały atol wsyp Marshalla. Przez prawie półtora roku zdany był na prądy, wiatr i łapanie żółwi, ryb i ptaków.

Perspektywa zostania rozbitkiem jest dość przerażająca (w całej swej pociągającej, fascynującej przeraż… byciu przerażającą). Byłem jednak kiedyś na okręcie podwodnym i prawdę mówiąc wydaje mi się, że na okręcie podwodnym jest bardziej przerażająco a mniej fascynująco.

4. The Big Game

Superbowl interesuje nas jak zeszłoroczne żniwa, to prawda. Ale nawet w Stanach coraz mniej ludzi interesuje się finałem rozgrywek futbolu amerykańskiego. Za to podczas Superbowl wszyscy oglądają reklamy. A jeśli nie oglądają, to i tak się reklamie nie wymkną.

co to w ogóle ten Superbowl?- To wersja light. Dłuższa lektura o Superbowl do znalezienia w Slate.

5. Clown zbiera manatki

Pamiętacie jeszcze Groupona? Kiedyś modne były zakupy grupowe, powodujące że dentyści mieli kolejkę na 10 lat do przodu i natychmiast bankrutowali. Jedną z zabawnych cech Groupona (umiarkowanie umiejętnie rozwijaną na innych rynkach) były opisy ofert – niektóre tylko zabawne, niektóre koszmarne, niektóre boki zrywać. Ogromna większość z nich stworzył jeden facet: Daniel Kibblesmith, który właśnie przestał pracować dla Groupona.

6. Media to obłęd.

Patch, sieć lokalnych serwisów informacyjnych, został sprzedany przez AOL firmie Hale Global. Wydawałoby się, że to świetny deal – zlokalizowany content dla kilkudziesięciu miast, możliwość dojścia z reklamą i ofertą prawie do konkretnego kwadratu ulic, w połączeniu z geolokalizacją i mobilnymi technologiami Patch powinien, jak to mawia się w branży, “żreć”. Zanim jednak transakcja została publicznie ogłoszona, telefony reporterów Patcha rozdzwoniły się a oni usłyszeli nagranie kończące się słowami: “nie odgrywasz już roli w Patchu i twoje stanowisko zostało z dniem dzisiejszym zlikwidowane. Dziękujemy i powodzenia”. Zredukowano ⅔ stanu osobowego, czyli parę setek ludzi.

Najwyraźniej ci w Hale Global nie czytają Wall Street Journal, który donosi o tym, że w internecie co chwila powstają nowe media informacyjne i usiłują zarobić jakieś dolary. Tutaj można się dowiedzieć, jak to zrobić.

Tymczasem cwani pracownicy Facebooka też nie mają lekko.

#pro_tip: jeśli tak jak ja uwielbiacie kawę, poruszając się następnym razem po Londynie, użyjcie tej mapy. Zgadzam się przynajmniej z pięcioma stacjami.

#niewiemcopowiedzieć: OK, dać się pochować z ukochanym motocyklem – niech będzie. Ale o co chodzi z tą trumną?

Kategorie
Stan świata

Stan świata, vol. 38 (Selfie roku a dopiero styczeń)

1. Selfie roku

Jeszcze nie skończył się styczeń, a już mamy 'selfie roku’ (i tak będzie co tydzień). To konkretne zdjęcie o tyle zasługuje na uwagę, że w tle widzicie, tak, dobrze się wam wydaje, tonący mały samolot. Oprócz inkryminowanego zdjęcia pojawił się więc i film – tak wygląda awaryjne wodowanie awionetki. Pamiętajcie, ktoś to robi samemu, żebyśmy my nie musieli.

2. Emacsem przez Sendmail

Wszyscy znamy tę scenę, a ta połowa z nas, która wie dlaczego jest tak histerycznie śmieszna, używa jej jako mema. Niepolscy twórcy scenariuszy są minimalnie bardziej subtelni, ale tylko minimalnie. Skomplikowany i tajemniczy kod pokazywany na komputerach w różnych filmach bywa najzwyklejszymi pierdołami. Albo pożyczonym z przypadkowej strony WWW html-em, byle mądrze wyglądało. I ktoś postarał się ten kod przeanalizować.

Ciekawe, jak wyglądałby kod źródłowy ludzkiej świadomości przesłanej do pamięci komputera (mam nadzieję, że ciekawiej niż w Matrixie). Bardzo sensowny wywód dlaczego warto to zrobić znajdziecie na io9.

3. Gem, set, mecz, bajt

Ponad 40 lat temu odbyły się dwa mecze tenisowe, które do historii przeszły jako bitwa płci. Po raz pierwszy spotkały się bowiem na korcie pary płci przeciwnej. I to nie byle jakie. Imprezę wymyślił Bobby Riggs, który najpierw wygrał z Margaret Court a następnie przegrał z Billie Jean King. Choć Billie Jean była o 26 lat młodsza od 55-letniego Riggsa i większość uznała, że była to walka nie tyle płci, co raczej wieku, okazuje się dziś, że było inaczej – i Bobby Riggs ten mecz ustawił.

Kiedyś mój backhand był znacznie lepszy od forehandu (obecnie oba są równie złe). Gdybym chciał powrócić do dawnej formy, dziś mógłbym skorzystać z technologicznego wsparcia. I to niekoniecznie kamery, dzięki której trener mógłby przeanalizować moje ruchy. Znacznie taniej wyjdzie skorzystać z nowej rakiety Babolat Play. Jej czujniki potrafią analizować uderzenia gracza, a aplikacja podsuwa pomysły jak grać lepiej. Play to taki tenisowy odpowiednik Nike+ czy Fitbita. Ma jednak potencjał, bo wyłącznie od siły procesorów zależy, czy aplikacja będzie dawać nam komentarz w czasie rzeczywistym, po każdym uderzeniu. Zupełnie jak trener.

4. Konsumpcjonizm

Randi Newton sprawdziła wyniki ostatnich badań Harvard Business School, które mówią, że pewne niekomformistyczne zachowania – jak na przykład jawne łamanie dress-code’u w drogich sklepach – uznawane są przez innych za oznakę przynależności do wyższej klasy społecznej. Randi ubrała się więc w szmaty i ruszyła do luksusowego Bergdorfa – Goodmana. Wynik? Dość powiedzieć, że rzuca nowe światło na to, dlaczego hipsterzy rozpaczliwie ubierają się w coraz gorsze stroje.

Skoro o konsumpcji mowa – ktoś wypija nam naszą whisky. I będziecie poważnie zaskoczeni gdy dowiecie się, kto.

Jeśli powiedziało się “whisky”, trzeba powiedzieć “b”- oto wszystko co powinniście wiedzieć o kacu. Ani za dużo, ani za mało. Tak akurat.

5. Sprawdzaj źródła

Z czym się wam kojarzy Szwecja? Z solidnością i profesjonalizmem? Pewnie tak. O to, żeby się to zmieniło zadbała szwedzka minister sprawiedliwości Beatrice Ask. Znalazła i wrzuciła na swojego Facebooka artykuł o tym, że 37 osób zmarło od marihuany pierwszego dnia po jej zalegalizowaniu w Colorado. Minister Ask odpowiednio do swojego nastawienia skomentowała artykuł (“Głupie i smutne”). Sęk w tym, że artykuł, który zalinkowała, był satyrą z The Daily Currant. Lud Szwecji, gdy już się pośmiał, zareagował.

Tymczasem do Szwecji udał się Homer Simpson. To dlatego, że nie jest najlepszy w ściąganiu torrentów. Wręcz przeciwnie udaje się księżniczka Magdalena, która urodzi następcę szwedzkiego tronu w Stanach Zjednoczonych, co przyklepuje mu podwójnie obywatelstwo USA (które będzie mieć i tak, dzięki tacie).

6. Uber-man

Travis Kalanick nawet nie wymyślił Uber – usługi łączącą kierowców limuzyn z potencjalnymi klientami. To zasługa Garretta Campa. Bardzo długo był to tylko bardzo wyrafinowany i zupełnie niezrozumiały dla osób spoza branży sposób na dowożenie czołówki menadżerów Doliny Krzemowej na spotkania. Tak było do czasu, gdy Kalanick, weteran branży, przyjął do pracy w Uber Ryana Gravesa. Piszę o tym nie dlatego, że Uber dostał właśnie górę pieniędzy od Google’a, ale dlatego, że usługi w których ktoś troszczy się o nasze potrzeby komunikacyjne uwalniając nas od zastanawiania się “czym”, “kiedy” i “kto poprowadzi”, są coraz bliżej.

A propos Google – tak, naprawdę nie mamy ochoty być użytkownikami Google+. To kompletny niewypał.

7. Bez ładu i składu

Jak zarobić, żeby się nie narobić? Na przykład kradnąc cudzy pomysł. Na szczęście jest internet.

Kilka dni temu pokazywałem ładne biura, dziś powtórzę coś, co wiem od dawna (i mam na to dowody) – open space to najgorszy możliwy sposób na zaplanowanie biura.

Parę tygodni temu wielką popularnością cieszył się post, w którym linkowałem do instruktażu jak odnosić nadzwyczajne sukcesy w seksie. W ramach cementowania popularności – jak to zrobić w łóżku oraz jak to zrobić poza nim.

A po wszystkim przyda się pożyteczne wideo o tym, jak działa czyszczenie chemiczne. Ujawnię pewien szczegół: jest po prostu praniem.

Podziel się Stanem Świata. Tylko jeden klik za tyle czytania?
Kategorie
Stan świata

Stan świata, vol. 37 (To nie ma prawa się wydarzyć)

1. Pogoda pod lewicą

Łatwo jest się naśmiewać z Amerykanów i ich mrozu, skoro u nas tak ciepło. Sprawdźmy więc, dlaczego właściwie w Ameryce nagle śnieg zaczął padać nawet w południowym Teksasie. Winny jest wszystkiemu “wir polarny”, który oczywiście po angielsku nazywa się znacznie seksowniej, bo “polar vortex”.

Ale sami Amerykanie (a przynajmniej republikańska prawie połowa z nich) wiedzą, co to jest polar vortex. To mit wymyślony przez  lewackich pseudonaukowców.

2. Dennis rozrabiaka

Dennis Rodman umie grać w kosza. Ostatnio do swojego koszykarskiego repertuaru dołączył również umiejętności cheerleaderskie i zaśpiewał swojemu najlepszemu przyjacielowi “Happy Birthday”. Problem w tym, że tym przyjacielem jest dyktator Korei Północnej, Kim Dzong Un. Impreza urodzinowa musiała być ostra, bo Rodman był mocno niewyraźny podczas videokonferencji na żywo w CNN. Powoli chyba się ogarnia i zaczyna przepraszać.

Rodman twierdzi, że wzoruje się na słynnym przypadku “pingpongowej dyplomacji” i żeby mu nie przeszkadzać. Nie odróżnia chyba uderzenia piłeczką pingpongową od walnięcia w głowę piłką do kosza. A wiecie co w pingpongowej dyplomacji między Chinami i USA było najciekawsze? Że była pomysłem radzieckiego szpiega.

3. Internet. Poznasz tu nowych ludzi

Google w swojej bezgranicznej mądrości włączyło właśnie mechanizm, który – jeśli aktywowałeś swój profil Google+, nawet z niego nie korzystając – pozwala każdemu na wysłanie do ciebie maila. Każdemu. Bezpośredniego maila. Nie muszą znać twojego adresu, wystarczy, że wpiszą pierwszą literę imienia (można to na szczęście wyłączyć).

4. Przyjmij to na wiarę

Pastor Ryan Bell jak na adwentystę dnia siódmego jest nietypowy. Zachęca do otwartej rozmowy o tym, czy Biblia ma rację odnośnie końca świata. Stara się, aby wierni jego kościoła zaczęli się zastanawiać nad tym, czy nie poprzeć związków partnerskich. I ma nietypowe postanowienie noworoczne: przez rok będzie ateistą.

5. “To nie ma prawa się wydarzyć”

Bitcoin jako wirtualna waluta miał mieć tę zaletę, był nie do podrobienia. A dokładniej – ciągi znaków, które są wynikiem wyliczania (miningu) bitcoinów wynikają z rozwiązywania przez komputery skomplikowanych równań, które uwierzytelniają wcześniej przeprowadzone transakcje. Bezpieczeństwo waluty wynikało z faktu, że wszyscy byli zainteresowani tym, żeby uwierzytelnić jak najwięcej transakcji (i wyminować jak najwięcej własnych bitcoinów). Rzecz w tym, dystrybucja transakcji do uwierzytelnienia jest przypadkowa. Można więc próbować uwierzytelnić transakcję za pomocą wygenerowania “fałszywego” bitcoina, który z kolei zostanie uwierzytelniony przez kolejny generator i tak już do końca świata (bitcoina). Statystycznie, żeby móc próbować takich działań, trzeba dysponować 33% całej siły przetwarzania, używanej do uwierzytelniania czyli produkcji bitcoinów. Aby mieć pewność, że się udadzą: 51%. Gdy Bitcoin był wymyślany, wydawało się, że taka sytuacja nie ma prawa się wydarzyć, bo taka koncentracja mocy procesorów była nie do wymyślenia, nawet gdyby prawo Moore’a przestało obowiązywać. Wczoraj, największy konglomerat minerów bitcoinów, ghash.io, osiągnął 45%.

Pierwszy duży biznes e-commerce zaczął oficjalnie przyjmować płatności Bitcoinem. Wysyłają do Polski.

6. To może ktoś z zupełnie innej beczki?

To może być duża odmiana dla Microsoftu. Po latach prezesowania Steve’a Ballmera, Bill Gates chce aby następnym CEO Microsoftu był człowiek, który jest wizjonerem.

Ballmera pamiętamy choćby z jego wypowiedzi o iPhone. Dziś mija siedem lat od kiedy iPhone jest na rynku.

7. Bez ładu i składu

Po przedwczorajszych gremialnych zachwytach nową stroną internetową New York Post, Adrian Chen zgłasza votum separatum.

Na CES były produkty ciekawe, oraz kompletnie, kompletnie kretyńskie (ale stronę internetową mają ładną).

Za 20 lat po Hamburgu nie będą jeździć samochody.

Polskie biurowce mają w większości przypadków tragiczne wnętrza. Zagraniczne też. Ale za granicą mają więcej biurowców, więc statystycznie jest więcej szans na jakieś ciekawe.

Jeśli nienawidzisz swojego biura/zagródki/openspace – pomyśl, że możesz upiększyć dzień innym i podzielić się z nimi Stanem Świata. Miłego weekendu.
Kategorie
Stan świata

Stan świata, vol. 36 (Na zdrowie!)

1. Łykajcie witaminki

Amerykanie to mają przechlapane. Wczoraj zdumiało ich zjawisko, którego nie pamiętają najstarsi Czejeni: we wszystkich stanach, z Hawajami włącznie, temperatura spadła poniżej 0 stopni Celsjusza.

Jednak mrozy i śnieg ustąpią, więc nie one powinny ich niepokoić. Bardziej powinni zająć się utratą odporności, która powszechnie występuje po kilku dniach odcięcia od świata, niskich temperatur i podkręcania ogrzewania. Dlaczego? Bo właśnie na morderczy spacer po Ameryce ruszyła ptasia grypa H5N1.

Ale w Europie też trzeba uważać. Gdzieś we Francji pojawiła się śmiercionośna bakteria, jakiej jeszcze nie widzieliśmy.

2. To ja zabiłem Laurę Palmer

Miałem kiedyś nawet taką koszulkę. Nastąpiło już dementi, choć Perez Hilton twierdził, że David Lynch zabiera się za dokręcenie kolejnych odcinków Twin Peaks. Szkoda nieco, bo dobry serial jest lepszy od świetnego filmu, a dobre seriale ostatnio mają się świetnie. Problem z Twin Peaks polegał na tym, że w okolicy połowy pierwszego sezonu nikogo już nie interesowało, kto zabił Laurę. Więc zamiast skupiać się na tym, dowiedzmy się, jak Angelo Badelamenti wpadł na pomysł napisania najnudniejszej z fajnych ścieżek dźwiękowych.

3. Dział technologiczny

Reklama “1984” w reżyserii Ridelya Scotta drugi i ostatni raz została wyświetlona 22 stycznia 1984 (pierwszy raz puszczono ją w lokalnej stacji w Idaho, 31 grudnia tuż przed północą, żeby mogła załapać się na jakąś nagrodę za 1983 rok). Dwa dni później pojawił się Apple Macintosh zmienił świat. 25 stycznia 2014, w tej samej sali w której po raz pierwszy pokazano Macintosha, odbędą się jego urodziny. Wszyscy są zaproszeni.

Otrzyjcie już łzy wzruszenia i pomyślcie o całej tej kasie. Na aplikacje – od najdurniejszych do wyjątkowo wyrafinowanych, przeznaczonych na iPody, iPhone’y, iPady i komputery Apple, w sklepie App Store wydaliśmy w 2013 roku… 10 miliardów dolarów. Not a typo (to też przewidzieli w App Store).

Parę dni temu wspominałem, że w Las Vegas na CES pokazują te niepotrzebne nikomu telewizory. Dziś trochę się łamię nad słowem “niepotrzebne”.

W tym samym Las Vegas Samsung tradycyjnie już wali po oczach literówkami.

4. Dla każdego coś miłego

A propos telewizorów (chociaż do Netflixa akurat TV niepotrzebne, to jednak co duży ekran, to duży ekran). Netflix (tak, 14 lutego drugi sezon “House of Cards”) skatalogował wszystkie filmy, jakie można dzięki niemu obejrzeć. Wyszło im… 76 897 gatunków filmowych. To nie pomyłka. Udało się zdekonstruować algorytm, który tworzy te “mikrogatunki” I oczywiście od razu ktoś zrobił kompletny, przeszukiwalny katalog.

5. Ścigany

“Poszukiwany ucieka od półtorej godziny. Przeciętna prędkość piechura w nierównym terenie to około sześciu kilometrów na godzinę, co daje nam promień dziewięciu kilometrów. Chcę, żebyście przeszukali w nim każdą stację benzynową, każdy dom, magazyn, stodołę, kurnik, wychodek i psią budę. Ustawicie posterunki na każdej drodze 25 kilometrów stąd”. Tyle Tommy Lee Jones. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak od środka wygląda polowanie na mordercę, LA Times będzie fascynującą lekturą.

6. Club Fed

Jeśli popełniłeś przestępstwo, ale jesteś postacią z pierwszych stron gazet, albo chociaż nikogo nie zabiłeś, tylko oszukałeś urząd podatkowy albo inwestorów, jest wysoce prawdopodobne, że wyroku nie będziesz odsiadywać w więzieniu o zaostrzonym rygorze – wręcz przeciwnie. Więzienia dla białych kołnierzyków nazywane są w Stanach “Club Fed”. Po kilku latach odsiadki można z nich wyjść w znakomitej kondycji, odchudzonym, wysportowanym, oczytanym i z nowymi umiejętnościami.

7 Bez ładu i składu

Jesteś dziennikarzem i domagasz się już któryś miesiąc, żeby armia USA udostępniła ci swoje dokumenty i zdjęcia, do których istnienia się nie przyznaje. Armia opiera się jak potrafi. Czy możesz dostać lepszy prezent na nowy rok, niż przypadkowo otrzymać mailem od osoby, która odpowiada za wydanie ci tych papierów dokument ze strategią odmawiania wydania ci tego, co chcesz otrzymać?

Po 40 latach dowiadujemy się, jak na skutek nieporozumień, złych intencji i zwykłej bezmyślności piękny pomysł umieszczenia wyjątkowej, maleńkiej rzeźby na Księżycu spowodował zepsucie kilku przyjaźni i stal się własną, brzydko skomercjalizowaną karykaturą.

New York Times zbiera zasłużony aplauz za nowy projekt swoich stron internetowych. A tak wygląda ich zaplecze technologiczne.

 

Moim zapleczem jesteście Wy, Czytelnicy. Podzielcie się Stanem Świata na swoich wallach.
Kategorie
Stan świata

Stan świata, vol. 35 (Krótko i na temat)

1. Shake your booty

Newsweek z radością zauważa, że Polki zaczęły dbać o posiadanie kobiecych kształtów. Zdaniem Newsweeka, atrybutem definiującym kobiece kształty jest wielki tyłek.

To jednak nie tylko przypadłość Newsweeka – w Ameryce od paru lat trwa szał na “butt augumentation”. I jak to bywa przy okazji szału – niektórym odbija. A nieostrożne powiększanie pośladków może być bardzo, bardzo bolesne.

2. Kto ma twoją selfie?

To musiało się zdarzyć prędzej czy później – Snapchat, serwis umożliwiający przesyłanie sobie zdjęć, które wyświetlają się tylko przez kilka sekund a potem znikają (więc łatwo sobie wyobrazić jakie to zdjęcia) padł ofiarą hakerów, którzy przejęli hasła i numery telefonów kilkuset tysięcy użytkowników. Niewielu przejęło się tym faktem.

Kim jest facet, któremu Zuckerberg oferował trzy miliardy dolarów za nieprzynoszącego dochodu Snapchata? Ma dwadzieścia trzy lata. I jak pamiętacie, odrzucił ofertę.

3. Obcy przyjdą z Kanady

Oczywiście, że obcy nas odwiedzają, od wynalezienia broni nuklearnej – coraz częściej. Są obrażeni tym, że toczymy wojny, bo gdyby nie one, daliby nam znacznie więcej nowych technologii. Gdyby powiedział to jakiś wariat, nikt by się tym nie przejął. Ale to powiedział były minister obrony Kanady.

4. Jaki kraj, taka fotka.pl

OKCupid jest serwisem randkowym jakich wiele, ale bardzo, bardzo popularnym. Najprawdopodobniej jest również miejscem, w którym można spotkać najwięcej desperatów na minutę. Alli Reed stworzyła najgorszy profil na OKCupid jaki przyszedł jej do głowy. W ciągu pierwszej doby dostała 150 propozycji spotkania.

Jeśli jeszcze was to nie odwiodło od korzystania z serwisów randkowych, mała instrukcja jak czytać zamieszczone na nich profile.

Albo możecie skorzystać z porad randkowych amerykańskiej konserwatywnej prawicy.

5. A może to po prostu wyłączyć?

NSA zrobiło bardzo wiele, żeby śledzić wszystko co dzieje się w internecie. Do tego stopnia, że było bliskie doprowadzenia do wyłączenia internetu w ogóle.

Ale firmy internetowe nie pozostają dłużne. Ich możliwości śledzeniaprzerastają to, co do tej pory o nich myśleliście.

6. Dobór naturalny

Dziś jest już niemożliwy, bo mamy szczepionki. Bez nich jesteśmy bezbronni wobec chorób, które kiedyś dziesiątkowały społeczności. Rodzice nie szczepiący dzieci dają im w rzeczywistości jednorazową okazję na sprawdzenie, czy Darwin miał rację. Bez znaczenia jest przy tym, jak bardzo dbają o dziecko. Amy Parker sprawdziła to na sobie. Jej rodzice nie zaszczepili jej na nic.

Środki bakteriobójcze to obsesja Ameryki (nie aż taka jak wielki tyłek, ale wciąż). Na Kapitolu zbiorniki z antybakteryjnym żelem rozstawione są na korytarzach Kongresu. W każdej publicznej toalecie mydło jest antybakteryjne. I poza tworzeniem odpornych na antybiotyki szczepów bakteriinie nadaje się do niczego.

7. Bez ładu i składu

Buzzfeeda nie poważam zbytnio, ale artykuł o tym, jak różne media będą raportować o końcu świata (jak już nas zeżrą te bakterie) jest pierwsza klasa a w dodatku #from a fantweet.

Naukowcy opowiadają dowcipy o samych sobie. Są niezłe, ale nie wiem dlaczego tak uparli się naigrawać z fizyków.

Brytyjczykowi, który zgodnie ze średniowiecznym prawodawstwem brytyjskim domagał się próby miecza podczas sądzenia za wykroczenie drogowe, odmówiono możliwości udowodnienia swej niewinności przez zwycięstwo w walce na “miecze samurajskie, noże Gurków lub młoty” z przedstawicielem brytyjskiego wydziału komunikacji. Uznano, że byłoby to niezgodne z prawodawstwem europejskim.

Było szybko i sprawnie? To teraz szybko i sprawnie dziel się ze znajomymi:
Kategorie
Stan świata

Stan świata, vol. 34 (’Murica, f!@# yeah!)

1. A case of cold

Sroga, jak na standardy afrykańskie, zima dotknęła Europę i nie zanosi się póki co na to, że przez najbliższe tygodnie spadnie śnieg. Za to atak zimy w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie robi wrażenie nawet na Amerykanach, przyzwyczajonych do tego, że u nich wszystko jest najbardziej. Z zimna zmarło już minimum 16 osób, a wygląda na to, że będzie jeszcze zimniej. To chyba najmocniejszy rewanż, jaki przyroda mogła wziąć na Amerykanach za to, że statystycznie mają i tak znacznie lepiej od nas.

Śmierć z wychłodzenia przydarzyć się może zarówno przygotowanym, jak i zupełnie niefrasobilwym. Wbrew pozorom rozgrzewanie się przez ćwiczenia fizyczne wcale nie pomaga, a może wręcz przyspieszyć zgon. Jak się nie wychłodzić na amen? Oto porady z pierwszej (jeszcze ciepłej) ręki.

2. Odłóż butelkę

Nie bardzo wiadomo, kiedy przekracza się granicę i okazjonalne popijanie zamienia się w nałóg, którego się wypieramy. Jeśli jednak uznajecie, że wciąż stać was na butelkę szampana (nie stać) albo wina, to w połączeniu z tym poradnikiem, odkładając równowartość butelki wina tygodniowo możecie znacząco poprawić swoją sytuację finansową. Chyba, że jest aż tak źle, że płacą wam w piwie.

Jest prawdopodobne, że aby tę sytuację poprawić, gracie w gry losowe, czyli płacicie podatek od złudzeń w kolekturach Lotto. Nic zdrożnego. Tyle, że znacie matematykę i wiecie, że jest wyjątkowo mało prawdopodobne, żebyście wygrali. Dlaczego więc wciąż gracie? Bo (zupełnie jak wino) gra rozładowuje stres i napięcie. Choć być może należycie do tych, którzy na stres reagują w mój ulubiony sposób: zasypiają.

Po tym przedstawieniu “Spidermana” na Broadwayu był z pewnością szampan i wielka impreza. Głównie dlatego, że producenci mają do odreagowania sporo stresu. Mimo szalonej kampanii reklamowej musicalowa wersja przygód człowieka-pająka nie zwróci się i finansowo jest klapą. Na drobne, ot, 70 milionów dolarów (tyle kasy na musical? Czy oni nie oglądają filmów? A nie, przecież ten film jest według musicalu…)

3. A new hope

W Las Vegas odbywają się kolejne targi CES, czyli największe wesołe miasteczko dla wiecznych chłopców, którzy muszą mieć jeszcze większy telewizor. Wielu polskich dziennikarzy branżowych nie omieszkało powiadomić świata o tym, że ze względu na zimę w USA nie mogą dolecieć do Vegas, szczęśliwie już dotarli i mogą się bawić telewizorami. Nie ma na CES małej polskiej firmy, która chce urzeczywistnić wizję z Gwiezdnych Wojen: holograficznego telefonu. Leia Display już działa, ma tylko jeden kłopot – dwa projektory wyświetlają obraz na maleńkim obłoczku pary wodnej, która musi być generowana przez telefon. Do rozmowy potrzebny będzie więc zbiornik z wodą. A o jej podgrzanie zadba domowy reaktor atomowy.

Tak zmieniały się targi CES w swojej historii. W sumie targi jak targi…

Przerwa dla maniaków filmowych: Mr. Fusion z “Powrotu do przyszłości” to młynek do kawy marki Krups, model Coffina 223A. Dokładnie ten sam, którego używa załoga USCCS “Nostromo” z filmu “Obcy”.

4. Pompowanie balonu

Chińczycy zabronili handlowania Bitcoinem, wirtualna waluta zjechała w dół. Po czym ku radości niektórych wróciła w okolice 1000 dolarów za jednostkę. Problem w tym, że na dłuższą metę Bitcoin nie ma żadnych szans. To tylko narzędzie spekulacji, rodzaj piramidy z anonimowymi (a przez to bezpiecznymi) rozdającymi. In related news, Polska nie jest jeszcze w pierwszej lidze szału na BT (wolimy złoto, wiadomo).

5. Piraci na ratunek

The Pirate Bay jest solą w oku wielu korporacji, a niewykluczone że i rządów. A będzie jeszcze lepiej. Okazuje się, że ma sposób na znaczące utrudnienie roboty NSA i podobnym służbom. Piratebay Browser oraz BItTorrent chat pozwalają na korzystanie z Internetu w sposób tak niewidoczny, że służby nie mają póki co możliwości rozkodowania naszych transmisji. No chyba, że NSA w końcu skleci ten komputer kwantowy.

6. Wyspa na końcu świata

Jest piękna. Palmerston, jedna z czterech wysp Cooka. Kryształowo czysta woda tropikalnego Pacyfiku.Palmy. Sklep jest czynny dwa razy w roku – kiedy o kilka mil od atolu zacumuje statek z dostawami. Czasem mieszkańcy uruchamiają generator prądu. Czasem starcza tego prądu aby zalogować się do internetu. Na Palmerston mieszkają 63 osoby i wszystkie są potomkami jednego człowieka, który otrzymał wyspę w posiadanie od królowej Wiktorii. Są bezgranicznie zadowoleni ze swojego życia.

Północny Sentinel, jedna z wysp z archipelagu Andamanów jest położony bliżej cywilizacji, skrywa jednak tajemnicę, której póki co nie chcemy poznawać. Ona też nie chce być poznawana. Ostatni nieproszeni goście na Sentinelu zostali nafaszerowani strzałami i dobici włócznami, a kiedy po ich ciała przyleciał helikopter, został zmuszony do odlotu zmasowanym atakiem łuczników. Bo plemię Sentinelczyków, którzy zamieszkują wyspę, to ostatnia grupa na Ziemi, która nigdy jeszcze nie skontaktowała się i stawia opór przed kontaktem z cywilizacją. W 2005 roku cywilizacja zrezygnowała z prób kontaktu z Sentinelczykami.

Jeśli wizja wyspiarskiego życia wam odpowiada, to sprawdźcie od razu jak to jest żyć na bezludnej wyspie. Technicznie rzecz biorąc – będzie to wyspa o zaludnieniu 1. Moim zdaniem ważne jest, żeby wybrać wyspę, na której nie można sobie nic odmrozić.

7 Bez ładu i składu

Prawdopodobnie to zbyt duży optymizm, ale niewykluczone, że da się skasować z Facebooka.

Nie pamiętam już nawet, kiedy oglądanie Oskarów stało się udręką, którą z przyjemnością sobie podarowałem. Jest bardzo niewykluczone, że były to właśnie te Oskary.

Naukowcy dowiedli, że psy mają zdolność do wyczuwania magnetycznej północy. Udowodniono to badając 7475 przypadków robienia przez psy kupki lub siusiania i sprawdzania w którą stronę obserwowany pies się odwracał w trakcie którejś z tych czynności. Nie, nie byli to naukowcy amerykańscy, ale – żeby było wciąż śmiesznie – czescy. Czasopismo, w którym opublikowali wyniki swoich badań nazywa się “Granice Zoologii”. Mam wrażenie, że tym samym granica została osiągnięta (notabene są inne dowody na to, że to prawda i nie trzeba było do tego behawiorystów).

No to jeszcze a propos psów, kandydat na nowego mema. A teraz raz-dwa! Do roboty.

Pewnie jesteś pierwszy w biurze, który przeczytał dziś Stan Świata. Podziel się nim z kolegami, a sam idź do kuchni po kawę. Oni zajmą się czytaniem i nie będzie kolejki do ekspresu!